Wszystko zmienilo się tak bardzo, i tak szybko, że ciężko mi teraz wstać i iść dalej. Szukam swojej duszy, swojego życia, które zniknęło. Jakaś część mnie przez pewien czas umarła.
Chyba każdy wie jak to jest. Gdy zaczynasz żyć rutyną. Nie patrząc na siebie, na swoje pragnienia, nie chcesz się ani kształcić, ani zmieniać. Nie zależy ci już na niczym. Brniesz. Brniesz w 'niewiadomo co'.
Niewiadomo gdzie. Niewiadomo jak.
I nagle zaczynasz to zauważać.
Gdzieś popełniłaś błąd.
Tylko gdzie? Znajdę go. Zmienię. Tak, aby było dobrze.
Przepraszam.
Z rutyną jest jak z miłością - najpierw jest do kitu, potem się w nią wpada po same uszy, a na koniec potrafi zjeść z nas co najlepsze i wypluć resztę z powrotem.




